Sunday, June 18, 2006

Studniówka

Studniówka – niedoczekanie każdego licealisty. Bach! Nadeszła!
Kupiłam sobie kuszące pońchoszki i seksowną bieliznę – czerwoną, bo niby przynosi szczęście i czarną, bo była zajebista. Oczywiście pojawił się problem, którą założyć.
Sukienka była w kolorze bordo, prosta, ale elegancka, z ponętnym pęknięciem z przodu. Nie miała ramiączek, wiec utrzymanie jej na ciele było ‘w rękach’ mojego biustu. Buty – oczywiście na szpilkach. Fryzjer, solarium i kilka upiększających zabiegów kosmetycznych. Wszystko po to, żeby wyglądać tego dnia wyjątkowo seksownie.
I chyba się udało. Pierwsze wrażenie jakie wywarłam na moim partnerze było zadowalające.
Widać było, że ma na mnie ochotę. Uwielbiam kiedy patrzy na mnie z takim pożądaniem. Niestety nie było możliwości na sex przed wyjściem i skończyło się tylko na niewielkich pieszczotach, ale pomyślałam, że jeszcze nic straconego.

Impreza odbywała się w pałacu kultury, a więc dużo przestrzeni i pełno ciekawych zakamarków, z których przynajmniej jeden miałam nadzieje szczególnie zapamiętać.
Zaczęło się. Odtańczono poloneza i udano się do stołów. Polała się wódka.
Ja nie piłam i pewnie dlatego było trochę nudno. Humor uciekł, a z nim chęci i perspektywy na jakąkolwiek zabawę, nie wspominając już o sexie.
Jednak zły czar prysł, gdy mój chłopak wziął mnie za rękę i z kilkoma kolegami udaliśmy się w stronę męskiej toalety, w celu -krótko mówiąc- naćpania się. Im tez nie odpowiadała wódka, a mi to było nawet na rękę, pomyślałam ze może po tym cos się wreszcie ciekawego wydarzy.

I poszło wszystko po kolei. Zaczęliśmy od amfetaminy. Humory się poprawiły, nawet zaczęło nas ciągnąć do tańca. Po godzinie ocierania się o siebie na parkiecie znowu wycieczka do łazienki, tym razem kokaina. Robiło się coraz ciekawiej, adrenalina podskoczyła. Napięcie rosło, miałam coraz większa ochotę wyskoczyć w jakieś ustronne miejsce. Czas szybko leciał i po kilku wyprawach do toalety skończył się koks. Wciągnęliśmy dropsy, a więc nadszedł stan extazy. Po tylorazowym dawkowaniu rożnych dragów byłam już cholernie napalona, a jednocześnie bezsilna. Bardzo możliwe, że nie opierałabym się gdyby mój facet wciągnął mnie pod stół i tam ostro zerżnął.
Zbliżał się koniec imprezy, nie było mowy o sexie w wiecznie zajętych kiblach, ciekawych zakamarków też zabrakło, więc udaliśmy się w stronę domu.
Usiedliśmy we dwójkę na schodach koło drzwi do mojego mieszkania.
Nie chciało nam się iść do domu, byliśmy jeszcze ostro naćpani, niezaspokojeni seksualnie i do tego chciało nam się jarać.

Zaczęło się od papierosa. Rozpięta kurtka odsłoniła mi dekolt. Oparłam się o schody, zalotnie podwinęłam sukienkę do poziomu, na którym zaczyna się haft na pończochach. Wcale nie musiałam długo czekać na reakcje. Delikatnie położył rękę na moim kolanie, przybliżył się i zaczął mnie całować.
Dragi robią swoje, człowiek jest niecierpliwy i niezwykle pobudzony. Całowanie nabrało szybszego tempa, jego ręce znalazły się już nad pończochami, a moje w jego rozporku. Pozycja leżąca na schodach nie wchodziła w rachubę, wiec złapał mnie za pupę i posadził na siebie. Cały dzień chodziłam podniecona i na sex czekałam jak na zbawienie. Moja cipka stała się szybko wilgotna, chociaż pokuszę się o stwierdzenie, że chyba nawet cały dzień taka była. Gdy we mnie wszedł oboje poczuliśmy niesamowitą rozkosz. Objął mnie mocno, całował moje piersi, a ja wiłam się na nim ledwo co panując nad swoim ciałem. Każdy ruch był jak orgazm, moje ciało w stanie ‘ponarkotykowaym’ zaczynało już wariować. Zmysły odleciały. Zaspokojona i dopieszczona zeszłam schodek niżej. Złapałam go za penisa i z niesamowitym zaangażowaniem ssałam go i masowałam językiem. Naćpana mogłam to robić bez końca. Był wniebowzięty.
Kiedy ‘skończył’ podeszliśmy do okna zapalić. Ochota na sex jakoś mi nie minęła. Oparłam się więc o parapet i wypięłam pupę – wiedział co robić. Podszedł z tyłu, podciągnął sukienkę, stanowczym ruchem wsadził go we mnie i mocno posuwał. Jęknęłam raz, drugi, zatkał mi dłonią usta i nakłaniając do ssania wsadził palec do buzi. Dość szybko zidentyfikował łechtaczkę i pieścił mnie i posuwał i pieścił i posuwał ...


... a to o czerwonej bieliźnie przynoszącej szczęście to mit, tego dnia wybrałam czarną ;)